Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Po dokonaniu spisu wszystkiego co posiadał, rozbitek pojął, że nie ma na tyle dużego miejsca, by to pomieścić. Udało mu się do tego czasu odnaleźć upragnioną jaskinię, lecz ta nie była zbyt wielka, dlatego musiał stworzyć w jej wnętrzu system tuneli, gdzie składował swoje zapasy. Rozbitek z czasem zapragnął ułatwić i uprzyjemnić sobie życie na wyspie. W tym celu zbudował sobie proste meble, zaczynając od stołu i krzesła, dzięki czemu mógł poczuć się jak w domu:
Mając stół i krzesło, mogłem zasiąść sobie po europejsku przy lampie do wieczerzy i w istocie niepodobna wypowiedzieć, z jakim ukontentowaniem to robiłem. Ręczę, że Aleksander Wielki nie z większą uciechą siadał na Dariuszowym tronie.

Swoją jaskinie nazwał „Yorkiem”, gdyż uważał ją za swój prawdziwy dom.

Robinson z wielkim uznaniem spoglądał na swoje obozowisko: Radość i duma z dokonanego dzieła rozpierała mu piersi. Dwumetrowy, gruby mur, zjeżony ostrymi muszlami, otaczał teraz grotę opiekuńczym, silnym ramieniem, a starannie zamaskowane przejście było z zewnątrz zupełnie niewidoczne. Półkole podwórza wybrukował Robinson kamieniami. Miał tam wodę, prowizoryczny stół i ławę z kamienia. Brakowało tylko ogniska. Następnie zasiadł do dziennika, by spisać swoje dokonania. Ponownie dopadła go myśl, że jest sam na wyspie i nikt go nie szuka. Zapłakał nad swoim losem.

Wiedząc już jak wygląda pora sucha i deszczowa, Crusoe postanowił zasadzić nasiona w lutym, by marcowe i kwietniowe deszcze nawodniły poletko. Drogą eksperymentów i prób przekonał się, że w tym klimacie będzie mógł liczyć na dwukrotne żniwa w ciągu roku. Dzięki obserwacjom i notatkom opanował prognozowanie pór roku, dzięki czemu dość dokładnie mógł określić najlepszy czas na sianie i zbieranie plonów.

Postanowił przebyć całą wyspę, aż dojdzie do brzegu po drugiej stronie. Nie wiedział jak duża jest w rzeczywistości. Tak samo jak nie miał pojęcia do którego z imperiów ten teren należy i czy przypadkiem nie jest zamieszkiwany przez dzikie plemiona kanibali. Podczas swojej przeprawy schwytał młodą papugę, którą postanowił zatrzymać. Pojmał także jeszcze więcej kozic do swojej hodowli. Oznaczał szlaki swojej wędrówki wbijając paliki w ziemię. Każdego wieczora wracał na swoją część wyspy, o której myślał jako o swoim domu. W grocie wybudował klatkę dla papugi. Od jakiegoś czasu na krok nie odstępował go młody koziołek, którego pewnego dnia przygnał do obozowiska pies Robinsona. Nim Crusoe się zorientował ponownie nastał trzydziesty września, co oznaczało, że spędził na wyspie już dwa lata. Ilekroć nachodziły go myśli o losie więźnia czy o samotności sięgał po Pismo Święte, w którym odnajdował otuchę.

Poletko Robinsona było regularnie pustoszone przez zające i ptaki. Nie udało mu się wybudować ogrodzenia, które zabezpieczyłoby jego plony. Również strzelanie do niechcianych gości na niewiele się zdawało. Zastosował metodę znaną i praktykowaną w średniowiecznej Anglii – zabił trzy ptaki, a ich szczątki wywiesił na gałęziach, by odstraszyły pozostałe zwierzęta. Sztuczka podziałała i na dobre nie tylko odstraszyła ptaki od jego poletka, ale w ogóle przepędziły je z wyspy. Wielką radość sprawiało Robinsonowi zbieranie plonów. Nie były one ani specjalnie wielkie, a wręcz znikome, jednakże myśl, że sam je wyhodował działała jak balsam na jego serce.

Deszczowe dni spędzał na nauce mówienia papugi Polly. Wielką radość sprawiał mu dźwięk wypowiadanych przez ptaka słów. Brakowało mu wielu podstawowych narzędzi, jak na przykład łopata czy brona, ale wiedział jak sobie bez nich poradzić. Gorzej było natomiast z wypiekaniem chleba. Przez sześć miesięcy dochodził do tego, jak utrzeć mąkę i ją odsiać. Nie miał też pomysłu na budowę pieca. Z czasem opanował trudną sztukę garncarstwa. Z gliny ulepił wiele naczyń, w których mógł składować zboże i kukurydze, a także kubki czy talerze. Dochodzenie do wypieczenia pierwszego bochenka zajęło mu kolejny rok.

Crusoe zastanawiał się, czy byłby w stanie wybudować łódkę, taką jakimi poruszają się Murzyni czy Indianie. Wyszukał odpowiednie drzewo i ściął je, co nie przyszło łatwo. Ponieważ było ono zbyt ciężkie do przetransportowania do obozowiska, był zmuszony rzeźbić na miejscu. Nie wiedział nawet, czy po skończeniu prac będzie w stanie przeciągnąć łódkę do znacznie oddalonego od tego miejsca morza. Po pięciu miesiącach czółno było gotowe. Robinson był z siebie niezwykle dumny, zwłaszcza dlatego, że nigdy na własne oczy nie widział łódki wykonanej z jedno kawałka drewna, nie mówiąc o samym procesie jej wytworzenia. Niestety, przypuszczenia rozbitka okazały się słuszne. Łódka była zbyt ciężka, bo dociągnąć ją do brzegu morza. Wpadł na pomysł, że mógłby doprowadzić wodę do miejsca spoczynku czółna, kopiąc dreny i tunele. Przedsięwzięcie okazało się jednak fiaskiem. Robinson musiał porzucić efekt swojej ciężkiej pracy. Nie była to jednak zupełna porażka, ponieważ nauczył się dzięki temu doświadczeniu, że musi rozważniej podejmować decyzję, zanim włoży w coś tyle wysiłku.

Rozbitek odkrył, że mimo wszystko, życie na wyspie ma na niego pozytywny wpływ. Nie tylko nauczył się rzetelnie i ciężko pracować, ale także odpierać pokusy. Nie dręczyło go ani cielesne pożądanie, ani chciwość, ani pycha. Zrozumiał, że jego życie stało się łatwiejsze i czystsze. Wielokrotnie zachwycał się bożą mądrością. Uważał, że ludzkie cierpienie zawsze wynika z braku wdzięczności wobec tego, co przynosi nam życie. Wiele razy zastanawiał się nad tym, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie udało mu się pozyskać tylu zapasów i narzędzi ze statku. Wtedy zrozumiał, że musi całkowicie poddać się boskiej woli, gdyż mimo wszystko wiele jej zawdzięcza.

Robinson zdał sobie sprawę z osobliwych zbiegów okoliczności, które odkrył w swoim życiorysie. Na przykład tego samego dnia miesiąca, w którym uciekł z domu i wyruszył pierwszy raz w morze, również stał się niewolnikiem piratów. Ponadto dokładnie rok po ucieczce z Sale udało mu się ujść z życiem z zatoki Yarmouth. Co więcej, przyszedł na świat 30 września i tego samego dnia, dwadzieścia sześć lat później, postawił pierwszy krok na bezludnej wyspie.

Ubrania Crusoe z czasem bardzo się zużyły. Nie mógł przecież poruszać się po wyspie nago, ponieważ palące słońce szybko by go poparzyło. Robinson zakładał więc na siebie wszystko to, co mogłoby posłużyć jako odzienie. Ze skór upolowanych zwierząt robił sobie nakrycie głowy. Gdy zorientował się, że czapka świetnie chroni go przed deszczem, postanowił wykonać sobie cały strój ze skór. Byłoby to jednak ubranie zbyt ciepłe, dlatego skupił się na zrobieniu parasolki.

Przez kolejne pięć lat życie Robinsona upłynęło stosunkowo spokojnie. Skoncentrował się głównie na wykonaniu drugiej, mniejszej łódki, którą udałoby mu się zwodować. W tym celu znalazł drzewo, które nadawało się do tego idealnie, a w dodatku rosło nieopodal plaży. Łódka Robinsona miała maszt i żagiel. Nie nadawała się co prawda do wypłynięcia na pełne morze, ale umożliwiła rozbitkowi opłynięcie wyspy dookoła. Trzeciego dnia wyprawy prąd strumienia wpadającego do morza pochwycił łódkę Robinsona. Udało mu się na szczęście opanować żagiel i skierować łódź w kierunku lądu. Gdy wyszedł na północny brzeg wyspy, czyli przeciwny do tego, z którego wyruszył, klęknął i ucałował ziemię w geście wdzięczności.

Znalazłszy się daleko od „Yorku”, jak nazywał swoją grotę, Crusoe przemierzał nieznane tereny pieszo. Wreszcie udało mu się dotrzeć do altany, którą wybudował w pierwszym roku pobytu na wyspie i którą traktował jak dom letniskowy. Zasnął wycieńczony, a rankiem obudził go krzyk papugi. Polly wołała go po imieniu. Robinson razem ze swoim ulubionym ptakiem powrócił do groty. Wyprawa morska wokół wyspy kosztowała bohatera tyle nerwów i strachu, że przez cały kolejny rok nie odważył się jej powtórzyć. Zamiast tego skupił się na rozwoju umiejętności rzemieślniczych. Po pierwsze udoskonalił wyplatanie wiklinowych koszy oraz wyrób naczyń z gliny. Dostrzegłszy, że kończą mu się zapasy prochu, rozbitek postanowił założyć hodowlę kóz. Rozpoczął od schwytania trzech małych koźląt, a po półtora roku jego stado liczyło już dwanaście okazów. Niedługo potem liczebność kóz bohatera wynosiła aż czterdzieści trzy. Z mleka Robinson nauczył się produkować ser i masło. Wiele radości sprawiała mu świadomość, że doskonale sobie radzi i z czasem może pozwolić sobie na coraz to lepszej jakości pożywienie.

Z koziej skóry Crusoe zrobił sobie nie tylko nakrycie głowy, ale także kurtkę, bryczesy, obuwie oraz parasolkę. Dzięki takiemu strojowi odważył się na podjęcie kolejnej morskiej ekspedycji. Obserwował uważnie wodę przy brzegach wyspy i zorientował się, że prądy morskie, które ostatnim razem o mało nie wypchały jego łodzi na pełne morze, zdecydowanie osłabły. Mając w pamięci, że jego poprzednie czółno znajduje się po drugiej stronie wyspy, postanowił, że mądrym rozwiązaniem będzie zrobić drugie.

Pewnego dnia, gdy zabierał się do pracy nad nową łódką, Robinson natknął się na ślad ludzkiej stopy w piasku. Można by pomyśleć, że po tylu latach życia w zupełnej samotności, taki widok go ucieszy. Crusoe zareagował jednak paniką:
Nagle niewymowna, nieprzezwyciężona trwoga opanowała całą moją istotę. Przerażenie wstrząsnęło ciałem, w najokropniejszym pomieszaniu zacząłem ze wszystkich sił ku domowi uciekać. Każde drzewo, każdy krzak brałem za postać ludzką, najmniejszy szelest przerażał mię niewypowiedzianie. Przytomność, zimna krew, zastanowienie opuściły mię zupełnie. Nie wiedziałem, gdzie i jak biegnę. Co się ze mną naówczas działo, tego ani opisać, ani opowiedzieć niepodobna. Biegłem jak szalony, upadając nieraz i potykając się co chwila. Nareszcie, wyczerpany do najwyższego stopnia, padłem w gęstwinie i w niej przepędziłem noc.

Po przebudzeniu poczuł się niczym obserwowana zwierzyna. Wrócił do swojej twierdzy, gdzie przez całą noc nie zmrużył oka. Zdawało mu się, że Bóg go opuścił, że zostanie wkrótce „upolowany” i zjedzony przez kanibali. Postanowił poszukać pocieszenia w Biblii. Przez trzy dni nabierał odwagi, by opuścić bezpieczne schronienie. Wreszcie zdobył się na przymierzenie swojej stopy do odcisku w piasku pozostawionym przez intruza. Przez długie piętnaście lat nie widział innego człowieka, dlatego nabierał przekonania, że ktokolwiek pozostawił swój ślad, już dawno opuścił wyspę. Robinson postanowił zamaskować swoją obecność i przeniósł stado kóz w głąb lasu. Kolejne dwa lata pobytu na wyspie Crusoe żył w ciągłym strachu i poczuciu zagrożenia. Wielokrotnie zwracał się do Boga z prośbą o opiekę.

Po jakimś czasie bohater dostrzegł łódź odpływającą z wyspy. Obawiał się najgorszego, czyli kanibali. Niestety jego przeczucie potwierdziło się, gdy na plaży natknął się na górę ludzkich kości i ślady po ognisku. Stało się jasne, że jego wyspa stała się miejscem uczt ludożerców. Poczucie strachu nie opuszczało Robinsona przez krok. Modlił się, by dane byłoby mu żyć kolejne osiemnaście lat na wyspie bez narażania na kontakt z kanibalami.

Przez kolejne dwa lata zachowywał się bardzo ostrożnie, nie zapuszczał się w tereny, których nie znał, zawsze trzymał się blisko swojej fortyfikacji. Jednak takie życie było dla niego bardzo męczące. Często marzył o możliwości wypicia piwa. W myślach rozgrywał wielokrotnie scenariusze, w których bohatersko ratuje ofiarę z rąk bezwzględnych kanibali, przy okazji rozprawiając się z nimi raz na zawsze. Wreszcie zebrał się na odwagę, zgromadził broń i amunicję, po czym zaczął z coraz większą niecierpliwością oczekiwać konfrontacji z ludożercami. Co jakiś czas wdrapywał się na okoliczne wzgórze, z którego miał widok na zatokę, by stamtąd wypatrywać zbliżającej się łodzi. Po kilku tygodniach jego zapał osłabł i bohater podjął decyzję, że nie zaatakuje kanibali, dopóki go do tego nie sprowokują. Zdawał sobie jednak sprawę, że jeśli do konfrontacji dojdzie, będzie musiał zabić wszystkich ludożerców, aby móc dalej żyć w spokoju.

Przez kolejny rok Robinson żył w gotowości. Od momentu odkrycia śladu ludzkiej stopy bohater niczego nie skonstruował, a nawet nie rozpalał ogniska, by nie zwracać na siebie uwagi kanibali. Ani razu nie wystrzelił także z broni palnej, ani nie ściął żadnego drzewa w obawie, że ktoś może go usłyszeć. Pewnego razu odkrył w skałach wielką jaskinię, której wejście zasłonięte było przez gęste krzaki. Miejsce to uznał za idealny magazyn dla swoich zapasów żywności i amunicji, ze względu na równe i suche podłoże. Miało to miejsce w jego dwudziestym trzecim roku pobytu na wyspie. W tym czasie jego pies już dawno zdechł, papuga nauczyła się płynnie mówić, a koty rozmnożyły się do tego stopnia, że był zmuszony do ich odstrzału.

Z kalendarza Robinsona wynikało, że nadszedł grudzień, dlatego udał się na obchód swoich upraw w nadziei, że będzie mógł zebrać plony. Natknął się wówczas na ognisko na plaży. Natychmiast udał się do swojej fortyfikacji po broń i amunicję. Po kilku godzinach obserwował z bezpiecznej odległości kanibali przy ogniu. Ludożercy po zakończonej uczcie wsiedli w swoje czółna i powiosłowali w morze. Ponownie pozostawili po sobie górę ludzkich kości. Robinson nie spotkał ich przez kolejne pół roku.

Mniej więcej szesnastego maja, dwudziestego czwartego roku pobytu Crusoe na wyspie, gdy na morzu panował sztorm, do bohatera dobiegł huk wystrzelonej strzelby. Po chwili padł kolejny strzał. Robinson był przekonany, że niedaleko wybrzeża wyspy przepływa atakowany statek. Pobiegł na plażę, by rozpalić ognisko, niestety deszcz od razu ugasił płomień. Przez całą noc Crusoe robił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę załogi żaglowca, bezskutecznie. Nad ranem odnalazł wrak jednostki, rozbity na przybrzeżnych skałach.

Gdy zbliżył się do resztek statku wiedział, że nikt z załogi nie przeżył. Morze wyrzuciło na brzeg ciała marynarzy, Robinson przeszukał je dokładnie, gromadząc wiele cennych przedmiotów, jak na przykład fajka. Zbyt silny prąd nie pozwalał bohaterowi póki co zbliżyć się do wraku. Poczekał jeszcze dzień na uspokojenie się pogody. Gdy wreszcie znalazł się na pokładzie zorientował się, że był to statek hiszpański. Jedynym ocalałym z katastrofy był pies, którego Robinson odratował. Nazwał go Amigo, czyli „Przyjaciel” w języku hiszpańskim. Z pokładu wraku Crusoe zabrał ze sobą alkohol, proch strzelniczy, trochę naczyń oraz dwie zamknięte skrzynki. Nabytki zaniósł do swojego nowego magazynu w odkrytej niedawno jaskini. Na miejscu otworzył skrzynie, w których znalazł bezużyteczne dla niego pieniądze i sztabki złota.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie w pigułce
2  Piętaszek - charakterystyka
3  Charakterystyka bohaterów „Przypadków Robinsona Crusoe”



Komentarze: Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: