Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Przez następne dwa lata Robinson głowił się nad planem opuszczenia wyspy. Rozważał każdą możliwą porażkę i błąd, jaki mógłby popełnić. Zastanawiał się także nad swoimi poczynaniami, które doprowadziły go do sytuacji, w której się znajdował. Przede wszystkim zdał sobie sprawę, że powinien był posłuchać ojca i nigdy nie opuszczać rodzimej Anglii. Ponadto zrozumiał, że chciwość posiadania jeszcze większego bogactwa spowodowała, że wyruszył z Brazylii w wyprawę, która zakończyła się na przymusowym pobytem na wyspie. Gdyby nie pogoń za pieniądzem, mógłby teraz wieść szczęśliwe i dostanie życie w kraju kawy. Jednak wiedział, że jego największym grzechem, czy też błędem, było to, że nie czuł się usatysfakcjonowany tym, co miał i zawsze dążył do tego, by mieć więcej. Co z tego, że na wyspie zgromadził mnóstwo majątku, skoro był on zupełnie bezużyteczny. Podczas swoich rozważań doszedł także do wniosku, że w pierwszych latach życia na wyspie nie bał się tak bardzo, jak od momentu odnalezienia śladu stopy na piasku.

Pewnej nocy przyśnił się bohaterowi dziwny sen. Widział w nim, jak na plaży zjawia się jedenastu kanibali, a jeden z nich, którego najwyraźniej mieli za chwilę zjeść, ucieka w głąb wyspy i ukrywa się w fortyfikacji Robinsona. Nie zajęło mu dużo czasu oswojenie barbarzyńcy i uczynienie z niego służącego. Crusoe miał nieodparte wrażenie, że razem z kanibalem szybko udałoby mu się opuścić wyspę. Po przebudzeniu bohater czuł rozczarowanie, że był to tylko sen. Był przekonany, że schwytanie jednego z kanibali będzie dla niego jedyną drogą do opuszczenia wyspy.

Półtora roku później Robinson natknął się na pięć czółen pozostawionych na plaży. Nikogo nie było w pobliżu, nie wiedział więc z jak liczną grupą ludożerców ma do czynienia. Po wdrapaniu się na szczyt wzgórza, w pełni uzbrojony Crusoe, przez lunetę dostrzegł, że grupę stanowiło blisko trzydziestu barbarzyńców. Kanibale w bestialski sposób pocięli na porcję jedną z dwóch ofiar, a jej mięso smażyli na otwartym ogniu. Robinson dostrzegł, że w tym czasie drugi mężczyzna, którego wkrótce miał spotkać taki sam los, zdołał się oswobodzić i uciec w głąb wyspy. Przerażony Crusoe zorientował się, że człowiek ten biegnie prosto w jego kierunku, a zaraz za nim podąża grupa trzydziestu żądnych krwi kanibali. Mężczyzna okazał się bardzo sprawny i szybki, przez co z czasem goniło go już tylko dwóch najsprawniejszych barbarzyńców.

Crusoe wiedział, że nadszedł moment, by wkroczyć do akcji. Bohater oddał bardzo precyzyjny strzał, powalając na ziemię obydwu kanibali. Przerażony, ocalały mężczyzna nie wiedział jak ma się zachować wobec potężnego wybawiciela, dlatego ukląkł i bił mu pokłony. Robinson wyciągnął do niego dłoń i uśmiechnął się życzliwie. Czuł, że właśnie spełnił się jego sen. Niedoszła ofiara ludożerców rzucił się do obcałowywania stóp swojego zbawcy. Nagle jeden z powalonych przez Crusoe mężczyzn się poruszył. Bez chwili wahania, ocalony chwycił wielki nóż Robinsona i odciął barbarzyńcy głowę. Porozumiewając się językiem migowym dwójka ustaliła, że ukryje ciała kanibali, po czym uda się do schronienia bohatera. Po dotarciu na miejsce Robinson uraczył mężczyznę chlebem, wodą i rodzynkami.

Ocalony przez Robinsona mężczyzna był okazem zdrowia, był wysoki, dobrze zbudowany, silny i przystojny. Wyglądał mniej więcej na dwudziestosześciolatka. Człowiek ten natychmiast uznał wyższość Crusoe i z miejsca stał się jego sługą. Bohater nadał mu imię Piętaszek, ponieważ ich drogi skrzyżowały się w piątek. Nauczył go także prostych zwrotów w języku angielskim, takich jak „tak”, „nie”, „Pan”. Crusoe oddał mu także część swoich ubrań, ponieważ do tej pory Piętaszek był zupełnie nagi.

Posługując się językiem migowym służący zapytał swojego pana, czy powinni wykopać zwłoki dwójki kanibali i je zjeść. Oburzony Robinson dał mu jasno do zrozumienia, że nie będzie praktykował ludożerstwa. Po jakimś czasie mężczyźni udali się w miejsce uczty barbarzyńców. Widok dziesiątek ludzkich kości wstrząsnął Robinsonem, ale nie Piętaszkiem. Posługując się gestami ocalony przed zjedzeniem wyjaśnił bohaterowi, że był więźniem politycznym. Do niewoli trafił, ponieważ wspierał starego króla, obalonego przez agresywnych oponentów. Los pojmanych był przerażający, każdy z nich był bowiem zjadany. Po zapoznaniu się z historią Piętaszka Robinson uznał, że muszą pochować szczątki zalegające na plaży.

Sporo czasu zajęło Robinsonowi zaufanie w pełni Piętaszkowi. Podświadomie obawiał się, że służący może mu zagrażać, należał bowiem do innego, nieznanego mu świata. Wreszcie jednak zrozumiał, że ciemnoskóry jest mu całkowicie oddany i posłuszny. Robinson postanowił nauczyć Piętaszka języka angielskiego. Szybko okazało się, że sługa był pojętnym i wzorowym uczniem. Crusoe postanowił także nauczyć Piętaszka posługiwać się bronią palną, co nie przyszło już jednak tak łatwo. Sługa uważał bowiem strzelbę za istotę rozumną, która decydowała o tym kto ma umrzeć. Poza tym, Robinson nauczył służącego gotować, oprawiać zwierzynę i piec chleb.

Po roku Piętaszek w miarę sprawnie posługiwał się językiem angielskim. Robinson zdążył pokochać sługę i w duchu wiedział, że on darzył go takim samym uczuciem. Piętaszek posiadał dużą wiedzę o okolicznych wodach, a zwłaszcza o silnych prądach, które pojawiały się tak samo szybko, jak znikały. Sługa wiedział także dość dużo o okolicznych lądach i plemionach je zamieszkujących. Kiedy Robinson uznał, że Piętaszek włada wystarczająco dobrze angielskim, rozpoczął jego edukację religijną. Wierzenia, jakim hołdował dotychczas sługa, Crusoe uważał bowiem za pogańskie.

Mężczyźni wiedli wspólne życie na wyspie przez kolejne trzy lata. Robinson opowiedział przez ten czas nie tylko wszystkie swoje przygody z wyspy, ale także przybliżył mu Anglię i Europę. Kiedy Crusoe zaprowadził Piętaszka na plażę, by pokazać mu wrak hiszpańskiego statku, służący przypomniał sobie, że widział wcześniej podobne statki, które często przybijały do brzegu jego kraju. Mężczyzna dał do zrozumienia Robinsonowi, że biali ludzie nie byli mu obcy i żyli między jego rodakami. Crusoe natychmiast zapytał, czy plemię Piętaszka zjadało białych ludzi, na co służący odparł, że tylko tych wrogo nastawionych.

Niedługo później ciemnoskóry towarzysz niedoli bohatera zabrał go na wzgórze, a stamtąd wskazał na ledwie widoczny ląd, daleko na horyzoncie. Stamtąd właśnie pochodził. Wizja wspólnej podróży do kraju Piętaszka przerażała Robinsona, ponieważ obawiał się, że służący natychmiast odwróci się od niego, przez co skazany zostanie na pożarcie. Piętaszek zapewnił go, że jego ludzie nic mu nie zrobią. Uspokojony Crusoe zabrał swojego służącego na drugi koniec wyspy, gdzie przed dwudziestoma trzema laty zbudował łódź zbyt ciężką by w pojedynkę ją zwodować. Na miejscu okazało się, że jest ona zbyt mocno zniszczona i konieczne będzie wybudowanie nowej jednostki, by wydostać się z wyspy. Budowa nowej, wystarczająco dużej łodzi z masztem i żaglem zajęła im niewiele ponad miesiąc, jednak zaciągnięcie jej do wody pochłonęło aż dwa tygodnie. Bohaterowie nie mogli się doczekać, kiedy razem popłyną w kierunku stałego lądu, jednak ze względu na deszczową porę roku, musieli przeczekać listopad i grudzień.

W tym czasie Crusoe przygotowywał się do podróży najlepiej, jak tylko potrafił. Pewnego razu Piętaszek przybiegł do „Yorku” wielce przerażony. Okazało się, że do brzegu wyspy przybiło sześć łódek z kanibalami. Bohaterowie udali się na wzgórze, skąd przy pomocy lunety Robinson naliczył dwudziestu jeden ludożerców. W ich niewoli znajdowały się trzy ofiary. Bohaterowie podjęli decyzję, że będą musieli zabić wszystkich kanibali. Skryli się na granicy lasu, skąd mieli doskonały widok na miejsce „uczty”. Crusoe zbyt późno zorientował się, że ofiarami ludożerców padli biali ludzie. Pierwszego z nich, brodatego mężczyzny, nie udało mu się uratować. Kiedy kanibale posłali po drugiego więźnia, Robinson podjął decyzję, że musi stanąć w jego obronie. Wraz z Piętaszkiem otworzyli ogień w kierunku barbarzyńców, którzy popadli w ogromny popłoch. Bohaterowie wyczekali na odpowiedni moment, by oswobodzić białego mężczyznę. Jedynym, co udało mu się powiedzieć było określenie siebie jako Chrześcijanina, na więcej zabrakło mu sił. Robinson poczęstował go rumem, by go ocucić i wręczył mu pistolet, by mógł sam się bronić. Bohaterowie zabili siedemnastu kanibali, a czwórce udało się zbiec.

Piętaszek przekonywał Robinsona, że muszą dogonić uciekinierów, w przeciwnym wypadku ci powrócą na wyspę z posiłkami liczonymi w setkach wojowników. Wskakując do łódki bohaterowie odkryli, że schronił się w niej drugi z pojmanych mężczyzn. Ku wielkiej radości Piętaszka okazało się, że był to jego ojciec. Niespodziewanie nad wyspę nadciągnęła burza, a morze spowił sztorm. Jakakolwiek wyprawa oznaczałaby śmierć, dlatego bohaterowie powrócili do swojej fortecy.

W bezpiecznym schronieniu Piętaszek karmił swojego ojca rodzynkami i ciastem, podczas gdy Robinson zagłębił się w rozmowy z ocalonym, jak się okazało Hiszpanem. W Crusoe rosło przeświadczenie, że jest królem wyspy. W dodatku królem bardzo wyrozumiałym i tolerancyjnym, czego dowodem była wolność wyznania: Piętaszek był nawróconym protestantem, jego ojciec poganinem, a Hiszpan katolikiem. Zapytany przez Robinsona ojciec Piętaszka, za pośrednictwem syna, wyjaśnił, że kanibale przez najbliższy czas nie powrócą na wyspę. Jego zdaniem byli zbyt przerażeni sposobem, w jaki zginęli ich towarzysze. Ojciec Piętaszka był przekonany, że barbarzyńcy uznali wystrzały strzelby za nadprzyrodzone akty natury.

Od Hiszpana, który nazywał się Don Juan de Castillos i wywodził się ze szlacheckiego rodu z Valladoid, Robinson dowiedział się, że w plemieniu Piętaszka żyje na co dzień jeszcze szesnastu jego rodaków. Crusoe przezornie zapytał go, czy ci mężczyźni będą chcieli im pomóc wydostać się do Europy, ponieważ wolałby zginąć zjedzony przez kanibali niż poddać się torturom, z jakich słynęli hiszpańscy konkwistadorzy. Ocalony mężczyzna przysiągł na wszystkie sakramenty, że wraz z rodakami będzie mu lojalny w zamian za umożliwienie ucieczki.

Za namową Hiszpana bohaterowie przełożyli swoją wyprawę na stały ląd o sześć miesięcy. Głównym powodem tej decyzji były ograniczone zapasy kukurydzy i ryżu, które ledwie wystarczyłby dla ich czwórki. Musieli przygotować się na przyjęcie aż szesnastu gości, dlatego powiększyli znacznie pola uprawne Robinsona. Mężczyźni ponadto schwytali jeszcze więcej kóz do hodowli. Kiedy wszystko było już gotowe na przyjęcie towarzyszy, Hiszpan i ojciec Piętaszka wypłynęli w kierunku lądu.

Po ośmiu dniach Piętaszek zbudził Robinsona radosnymi okrzykami. Ku wielkiemu zaskoczeniu Crusoe okazało się jednak, że kierunku wyspy nie płynie łódź, która z niej wyruszyła osiem dni wcześniej. Gdy wbiegł na wzgórze jego oczom ukazał się angielski żaglowiec zacumowany w bezpiecznej odległości od mielizny. W kierunku wyspy zblżeała się łódka z wysłannikami z tego właśnie statku. Robinson był z jednej strony niezmiernie uradowany tym widokiem, ale z drugiej strony nakazał sobie zachowanie ostrożności. Nie wiedział bowiem jakim cudem w tej części świata miałby się pojawić nagle angielski żaglowiec.

Crusoe doliczył się jedenastu mężczyzn na łódce zmierzającej w kierunku wyspy. Trójka z nich była związana. Robinson liczył, że Hiszpan i ojciec Piętaszka znajdują się gdzieś niedaleko, by w razie konieczności im pomóc. Bohaterowie obserwowali rozwój wydarzeń z ukrycia. Po bardzo krótkim czasie nieznajomi goście upili się brandy i pozostawiając swoich więźniów bez opieki, poszli spać do lasu. Crusoe z Piętaszkiem nie zwlekali zbyt długo z pomocą. Oswobodzili związanych mężczyzn, wprawiając ich tym samym w osłupienie swoim wyglądem. Okazało się, że na okręcie doszło do buntu, w wyniku którego do niewoli trafili kapitan, pierwszy oficer i pasażer. Robinson zaproponował oswobodzonym dwa wyjścia z sytuacji, albo zabije buntowników drzemiących w lesie, albo ich pojmie. Kapitan z wdzięcznością i wielkodusznością poprosił o darowanie im życia i wzięcie do niewoli.

Robinson w zamian za pomoc oczekiwał przede wszystkim miejsca na statku, który zabierze go do Anglii. Kapitan i pierwszy oficer z radością na to przystali. Uzbrojeni przez Crusoe mężczyźni rozpoczęli nagonkę na buntowników. Akcja zakończyła się sukcesem, choć pociągnęła za sobą jedną ofiarę śmiertelną. Podczas gdy Piętaszek wraz z pierwszym oficerem udali się by zniszczyć łódź, Robinson podzielił się z kapitanem swoją historią. Następnie trójka ocalonych i ich wybawcy udali się do fortyfikacji rozbitków, gdzie przy posiłku uknuli plan jak wywabić ze statku pozostałych dwudziestu sześciu buntowników. Podczas gdy ci rozważali, zaniepokojeni długą nieobecnością swoich kompanów marynarze wysłali na wyspę kolejną szalupę z dziesięcioma zwiadowcami. Buntownicy z zaskoczeniem odkryli roztrzaskaną i podziurawioną łódź swoich towarzyszy, a następnie udali się do lasu w ich poszukiwaniu. Robinson i jego sprzymierzeńcy zajęli się ich łódką, roztrzaskując ją tak samo, jak pierwszą. Zrozpaczeni marynarze zostali zaatakowani przez kompanów Crusoe, podczas ataku dwójka buntowników została zastrzelona przez kapitana i pierwszego oficera. Dowódca statku wykrzykiwał, by załoganci poddali mu się natychmiast, gdyż na wyspie znalazł pięćdziesięciu sprzymierzeńców. Kapitan przedstawił im władcę wyspy – Robinsona Crusoe. Bohater ogłosił rebeliantom, że wszyscy zostaną zakuci i powrócą do Anglii, gdzie czeka ich sąd. Wyjątkiem był Will Atkins, który wzniecił bunt, jego Robinson uznał za zdrajcę i skazał na śmierć przez powieszenie.

Ze względów bezpieczeństwa więźniowie zostali podzieleni na małe grupki. Trzej najbardziej niebezpieczni zostali otoczeni najściślejszą ochroną. Wobec pozostałych kapitan zastosował prawo łaski w zamian za przysięgę, że ci pozostaną mu wierni. Dwunastu marynarzy uznano za godnych zaufania. Z ich pomocą z łatwością udało się kapitanowi powrócić na statek i uwięzić pozostałych buntowników. Odzyskawszy władzę i porządek marynarze powrócili na wyspę.

Świadomość, że powrót do ojczyzny stał się wreszcie możliwy i jest tylko kwestią czasu nieomal powaliła Robinsona z nóg. Natychmiast zaczął dziękować Bogu za opatrzność i wybawienie. W podziękowaniu za wszystko kapitan obdarzył Crusoe wielkim bogactwem. Mężczyźni zastanawiali się co począć z uwięzionymi buntownikami. Wreszcie uznali, że najlepiej będzie pozostawić ich na wyspie. Robinson udzielił im wszelkich wskazówek jak mają sobie radzić. Gdy na wyspie zjawili się Hiszpanie, Crusoe zapytał, czy nie zechcieliby zostać. Ku jego zaskoczeniu zgodzili się, pod warunkiem, że będą mogli powrócić po żony.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie w pigułce
2  Dziennik Robinsona Crusoe
3  „Przypadki Robinsona Crusoe” jako obraz cywilizacyjnego rozwoju ludzkości



Komentarze: Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: