Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Robinson Crusoe, narrator opowieści, zdradza czytelnikom, że urodził się w roku 1632 w angielskim Yorku. Jego ojciec, niemiecki imigrant, ożenił się z kobietą o nazwisku Robinson. W metryce bohatera widniało Robinson Kreutznaer, jednak nazwisko to uległo angielskiemu uproszczeniu na Crusoe. Był on trzecim synem swoich rodziców. Jego najstarszy brat zginął na wojnie (w bitwie morskiej), a starszy zaginął na morzu.

Gdy Robinson zaczął przejawiać fascynację wielką wodą i żeglugą, ojciec zaczął go pouczać, że planuje dla niego zupełnie inną przyszłość: Otóż postanowiłem, abyś został prawnikiem – powiedział mu pewnego dnia. Rodzic przekonywał młodzieńca, że ten nie zrobi kariery w marynarce wojennej, ponieważ nie ma szlacheckiego pochodzenia. Ponadto brakowało mu podstawowych umiejętności geometrycznych, astronomicznych i nawigacyjnych. Ojciec wielokrotnie podkreślał, że on sam był żeglarzem tylko do momentu, gdy udało mu się awansować do średniej klasy społecznej. Zapewniając swojej rodzinnie w miarę dostatnie życie, miał nadzieję, że jego potomkowie wybiorą gładką drogę życiową.

Tyrady ojca nie miały jednak znaczenia dla nastoletniego Robinsona. W wieku dziewiętnastu lat, pierwszego września 1651 roku, bohater, nie pytając rodziców o zgodę, zaciągnął się z przyjacielem na statek płynący do Londynu. Niemalże natychmiast okręt wpłynął w burzę, a morskie fale przybrały gigantyczne rozmiary. Targany torsjami, przerażony Robinson obiecywał krzycząc wniebogłosy:
Boże, wybacz mi! […] Ślubuję ci posłuszeństwo […]! Pozwól mi wrócić do domu, a przysięgam ci, nigdy go już nie opuszczę! Pozwól mi stanąć znów na twardym lądzie, a nigdy, nigdy już nie złamię zakazu ojca mego, którego wola jest Twoją wolą widocznie!

Wiatr z czasem ucichł, a następnego poranka morze było tak ciche, spokojne i piękne, że młodzieniec rzucił w niepamięć swoją obietnicę. Po chwili udał się na sowicie zakrapianą alkoholem ucztę pod pokładem.

Gdy okręt zbliżał się do zatoki Yarmouth wiatr ucichł kompletnie, unieruchamiając żaglowiec na osiem dni. Gdy ponownie zaczęło wiać okręt wpadł w kolejną burzę, jeszcze bardziej gwałtowną niż poprzednia. Nawet najbardziej doświadczeni marynarze klęczeli na pokładzie modląc się, by Bóg ocalił ich statek. Wkrótce burta zaczęła przeciekać, a Robinson został oddelegowany do ekipy wypompowującej wodę. Kapitan szybko zorientował się, że nie uda się uratować statku i wystrzelił salwy z dział na ratunek. Na całe szczęście w pobliżu znajdowała się lżejsza jednostka, która uratowała całą załogę z tonącego żaglowca.

Po dotarciu do lądu Robinson zapoznał się z właścicielem statku, który ich uratował. Okazało się, że był to znajomy jego ojca. Gdy kapitan poznał historię rodziny Robinsona uznał, że musi go przestrzec przed powrotem na morze. Polecił Robinsonowi, by wracał do domu. Jednak Robinson bez grosza przy duszy postanowił kontynuować podróż do Londynu pieszo. Duma nie pozwalała mu powrócić do domu, stawić czoła ojcu i przyznać mu rację. Ponadto obawiał się, że stanie się pośmiewiskiem całej okolicy.

W stolicy Anglii Crusoe szybko wpadł w towarzystwo ludzi morza. Poznał człowieka o nazwisku Smith, kapitana okrętu „Eleonora”, który wkrótce miał wyruszyć do Nowej Gwinei. Mężczyzna ponownie rozpalił w Robinsonie fascynację morzem. Crusoe wyruszył w pierwszą eskapadę z kapitanem Smithem z czterdziestoma funtami w kieszeni. Wszystko wydał na zakup afrykańskich zabawek i błyskotek, które po powrocie sprzedał za prawie trzysta funtów. Cała wyprawa przebiegła bez większych przeszkód, co w połączeniu z czystym zyskiem jeszcze bardziej wzmogło chęć zostania wilkiem morskim w młodych Robinsonie.

Po powrocie do Londynu, kapitan Smith zapadł na ciężką chorobę i zmarł. Crusoe zdecydował, że ponownie wyruszy do Nowej Gwinei, tym razem na własną rękę. Z zarobionych trzystu funtów zabrał ze sobą sto, a pozostałe dwieście zostawił wdowie po kapitanie. Druga wyprawa do wybrzeży Afryki była od początku przeklęta. Gdy okręt zbliżał się do Wysp Kanaryjskich, został zaatakowany przez tureckich piratów z Sale. Po bardzo krótkiej bitwie, której wynik mógł być tylko jeden, część załogi, w tym Crusoe, trafiła do niewoli bandytów.

Szczęście w nieszczęściu Robinsona polegało na tym, że w przeciwieństwie do reszty współwięźniów, służył personelowi, przez co nie musiał pracować tak ciężko jak pozostali, a w dodatku był lepiej traktowany. Po pewnym czasie Crusoe został niewolnikiem w domu jednego z pirackich oficerów w Sale. Przez dwa lata bohater rozmyślał o wolności i planował ucieczkę. Za każdym razem, gdy właściciel Robinsona wybierał się na ryby, zabierał go ze sobą. Towarzyszył im również drugi niewolnik – Mauretańczyk Ksury. Podczas tych wypraw Crusoe dorobił się opinii wytrawnego rybaka, łowiąc dla swojego pana bezlik ryb.

Pewnego dnia piracki oficer zaprosił na kolację grono przyjaciół, więc polecił Robinsonowi, by razem z Ksurym i dozorcą, zwanym Malejem udali się na połów. Ta wyprawa była okazją do ucieczki. Crusoe zaopatrzył łódź w zapasy jedzenia i wody pitnej, które umożliwiłyby mu przetrwanie przez wiele dni na morzu. Robinson celowo wypuszczał ryby tuż przed wyciągnięciem sieci z wody, by nakłonić Maleja do coraz większego oddalenia się od brzegu. Gdy znaleźli się wystarczająco daleko, Crusoe wykorzystał element zaskoczenia i wtrącił dozorcę do wody. Robinson zmusił Ksurego, by ten przysiągł mu posłuszeństwo i we dwóch żeglowali przez pięć kolejnych dni.

Gdy dotarli do brzegu, odgłosy dzikich zwierząt były tak przerażające, że postanowili spędzić noc na łódce. Nad ranem bohaterowie uznali, że muszą zejść na ląd, ponieważ skończyła im się woda pitna. Ksury zgłosił się na ochotnika mówiąc, że jeśli zostałby zaatakowany i zjedzony, Crusoe miałby czas na ucieczkę. Mauretańczyk jednak wrócił nie tylko z zapasem wody, ale z upolowaną zwierzyną. Z wyliczeń Crusoe wynikało, że znajdują się nieopodal Maroko, na ziemiach uznawanych za niezamieszkane. Dzięki strzelbie dozorcy mężczyźni dosłali upolować wielkiego lwa, który zapewnił im wyżywienie na wiele dni.

Po uzupełnieniu zapasów wyruszyli w dalszą żeglugę. Płynęli tygodniami w poszukiwaniu cywilizowanego lądu. Co jakiś czas zatrzymywali się u brzegów terenów zamieszkiwanych przez przeróżne plemiona, w celu uzupełnienia zapasów jedzenia i wody. Strzelba Robinsona robiła niesamowite wrażenie, gdziekolwiek się pojawili. Crusoe na oczach tubylców strzelał do drapieżnych zwierząt, wprawiając gawiedź w osłupienie.

Po wielu dniach żeglugi Crusoe spostrzegł ląd, który według jego zdolności nawigacyjnych, miał być jedną z Wysp Zielonego Przylądka. Niedługo po tym Ksury wypatrzył okręt z wielkim żaglem, co wywołało u niego atak strachu. Mauretańczyk był przekonany, że to piraci. Robinson spostrzegł jednak portugalską banderę, po czym wystrzelił ze strzelby na znak poszukiwania pomocy. Portugalski okręt zatrzymał się. Kapitan statku okazał się być bardzo przyjacielskim człowiekiem. Po wysłuchaniu historii Robinsona postanowił, że zabierze go ze sobą do Brazylii, dokąd zmierzał statek, i nie weźmie od niego ani grosza za pomoc. Co więcej, kapitan zaoferował Crusoe pieniądze za jego łódkę, skóry dzikich zwierząt i za Ksurego. Po krótkim namyśle i upewnieniu się, że Mauretańczyk nie ma nic przeciwko, Robinson przyjął tę ofertę.

Dwadzieścia dwa dni później Crusoe stanął na brazylijskiej ziemi. Dzięki pieniądzom od kapitana Robinson miał środki, by zacząć życie na nowo. Przez jakiś czas mieszkał na plantacji cukrowej, gdzie nauczył się podstaw uprawy trzciny. Z czasem Robinson postanowił kupić tyle ziemi, na ile starczyło mu pieniędzy. Przez pierwsze dwa lata uprawiał jedynie warzywa na swój użytek, ale wkrótce zasadził tytoń i trzcinę. Zaczął żałować, że sprzedał kapitanowi Ksurego, bo ten byłby dla niego wielką pomocą.

Robinson utrzymywał kontakty ze swoim portugalskim wybawcą. Kapitan służył mu jako pośrednik podczas wizyty w Europie. Crusoe skontaktował się listownie z wdową po kapitanie Smith’sie i poprosił ją, by wysłała sto funtów do stolicy Portugalii. Zgodnie z poleceniem Robinsona, kapitan kupił za te pieniądze luksusowe towary oraz niewolnika. Crusoe odsprzedał dobra z pokaźnym zyskiem, dzięki czemu mógł zakupić jeszcze dwóch niewolników.

Rok później plantacja Robinsona sprzedała Portugalczykom pięćdziesiąt wielkich belek wysuszonego tytoniu. Po czterech latach spędzonych w Brazylii, nauczywszy się języka, poznawszy wielu ludzi, dzielił się z nimi opowieściami o swoich przygodach. Szczególną ich uwagę przykuwały historie z wybrzeży Gwinei, gdzie plantatorzy zaopatrywali się w niewolników. Pewnego dnia dwóch z nich zaproponowało, że zorganizuje i opłaci całą wyprawę do wybrzeży Afryki, jeśli Crusoe zgodzi się stanąć na jej czele. Oczekiwali od niego, że powróci do Brazylii z setką niewolników. Po chwili zastanowienia Robinson przyjął propozycję. Swoją plantację powierzył zaprzyjaźnionym posiadaczom ziemskim. Crusoe przezornie spisał dyspozycję, jak ma być podzielony jego majątek w wypadku śmierci. Połowę zapisał portugalskiemu kapitanowi, a drugą połowę rodzinie w Anglii.

Dokładnie osiem lat po tym, jak wszedł po raz pierwszy na pokład statku w Hull, 1 września 1659 roku Robinson wypłynął z brazylijskiego Todos Santos w kierunku czarnego lądu. Po dwunastu dniach względnie spokojnego rejsu statek bohatera, dowodzony przez krępego kapitana Alviedo, wpadł w burzę tak wielką, że rzucała ona nim po morzu jak zabawką przez kolejne dwanaście dni. Po upragnionym ucichnięciu wiatru załoga zorientowała się, że mocno zboczyła z kursu, a ponadto okręt został poważnie uszkodzony.

Marynarze podjęli decyzję, że skierują się na Barbados, gdzie zamierzali podreperować statek. Jednakże uderzyła w nich kolejna gwałtowna burza, która rzuciła okręt w kierunku nieznanej wyspy. Fale smagające pokład były tak wysokie, że w każdej chwili spodziewali się, że przełamią statek na pół. Wielkim wysiłkiem udało im się spuścić szalupę ratunkową, po czym wszyscy do niej weszli. Gdy zmierzali ku brzegowi łódkę roztrzaskała wielka fala. Robinson wpłynął pod falę i odpychał się z całych sił, by nie dać zassać się na dno morza. Już tracił dech i nadzieję na przeżycie, ale nagle poczuł grunt pod stopami. Wtedy olbrzymia fala porwała go i cisnęła nim o brzeg. Ostatkiem sił Crusoe pobiegł w kierunku skał, by nie dać się porwać fali powrotnej.

Ocalony bohater uniósł ręce ku niebu i dziękował Bogu. Wkrótce pojął, że tylko on ocalał z całej załogi. Nie wiedział gdzie jest. Miał przy sobie jedynie nóż, fajkę i odrobinę tytoniu. Nie chcąc dać się zjeść dzikim zwierzętom spędził noc na drzewie, uzbroiwszy się w kij. Wycieńczony Crusoe zasnął niemalże natychmiast.

Po przebudzeniu Crusoe zorientował się, że na niebie nie ma już śladu po burzy. Przypływ sprawił, że wrak statku znajdował się całkiem niedaleko brzegu wyspy. Robinson odczekał jeszcze trochę czasu, by okręt jeszcze się do niego przybliżył. Zamierzał wejść na pokład i zabrać wszystko, z czego mógłby mieć pożytek. Zrozumiał także, że gdyby załoga nie opuściła pokładu, najprawdopodobniej wszyscy by przeżyli. Myśl, że tak wielu ludzi poniosło niepotrzebną śmierć sprawiła, że zapłakał. Bohaterowi udało się wciągnąć po łańcuchu na pokład podtopionego żaglowca. Znalazł nie tylko zapasy jedzenia, ale także rum, broń palną, naboje, wiele przydatnych przedmiotów oraz nasiona.

Dobrze zaopatrzony Robinson zaczął eksplorację wyspy w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na obozowisko. Po wspięciu się na najwyższy szczyt pojął, że jest jedynym mieszkańcem wyspy. Po znalezieniu odpowiedniego terenu (z widokiem na zatokę, odpowiednim zacienieniem i w pobliżu źródła wody pitnej), Crusoe rozpoczął budowę zabezpieczeń przed dzikimi zwierzętami, a następnie przetransportował to, co udało mu się zabrać z pokładu żaglowca. Nie mając pewności, czy okręt przetrwa jeszcze jedną noc, czy fale zupełnie go nie zatopią, ponownie wybrał się na poszukiwania amunicji i narzędzi.

Po powrocie do obozowiska rozbił namiot, używając do tego żagla. W nocy spał spokojnie, a kolejnego dnia ponownie wybrał się na pokład okrętu, zaopatrując się w jeszcze większe zapasy chleba, cukru, rumu i mąki. W miarę jak pozwalały mu na to pływy morskie, Robinson możliwie jak najczęściej starał się powracać na pokład żaglowca, by zabrać z niego absolutnie wszystko, co później mogłoby się mu przydać. W ciągu pierwszych trzynastu dni spędzonych na wyspie i dwunastu wyprawach do wnętrza wraku udało mu się zgromadzić nie tylko pokaźne zapasy jedzenia, broni i narzędzi, ale także pieniędzy. Robinson z rozbawieniem odkrył, że monety miały dla niego absolutnie najmniejsze znaczenie i były zupełnie nieprzydatne na bezludnej wyspie.

Dwunastego dnia pobytu na wyspie rozbitek postawił wielki krzyż, na którym wyrył datę swojego przybycia – 30 września 1659. Postanawia także, że będzie wykonywał na krucyfiksie nacięcia, aby w ten sposób orientować się w upływającym czasie. Po dwóch tygodniach, nocą nadciągnęła burza, a nad ranem okazało się, że fale porwały wrak statku. Crusoe był jednak przekonany, że w porę udało mu się zabrać z pokładu żaglowca absolutnie wszystko, co może mu się przydać.

W trosce o bezpieczeństwo Robinson postanowił dalej przeczesać teren wyspy. Miał wielką nadzieję, że uda mu się znaleźć jaskinię, która dałaby mu nie tylko schronienie, ale zagwarantowałaby, że zgromadzone zapasy nie zepsują się lub nie padną łupem dzikiej zwierzyny. Póki co składował pożywienie, broń i amunicję w prowizorycznym namiocie z żagla, wejście do którego obwarował pułapkami na niechcianych gości. Każdego dnia Robinson zapuszczał się w głąb wyspy w poszukiwaniu zwierzyny do upolowania. Pewnego razu udało mu się zastrzelić kozę, której mięsem żywił się przez długie tygodnie. Podczas jednej z wypraw rozbitek schwytał papugę, którą później nazwał Polly i usiłował nauczyć mówić.

Przez głowę bohatera przechodziły przeróżne myśli i rozważania. Uznał, że los jaki go spotkał jest niewspółmiernie wielką karą za względnie niewielkie występki, których się w życiu dopuścił. Z drugiej strony jednak cieszył się, że nie podzielił losu pozostałych członków załogi. Crusoe uważał, że otrzymał wiele błogosławieństw, jak na przykład broń palna i amunicja. Takie spory prowadził w swojej głowie nader często, dlatego też, aby nie postradać zmysłów postanowił prowadzić dziennik, w którym będzie zapisywał wszystko to, co uda mu się osiągnąć i wybudować od dnia rozbicia się na wyspie.

Zaletą pomysłu z prowadzeniem zapisków był również fakt, że pozwoli mu to na orientowanie się w tym jaki jest aktualnie dzień tygodnia, miesiąc i rok. W dzienniku Robinson spisywał także, choć rzadko, swoje przemyślenia. Na jednej z kartek wypisał na przykład wszystkie negatywne aspekty swojej sytuacji, a na drugiej wszystkie pozytywne. Po przeanalizowaniu wszystkich „za i przeciw” doszedł do wniosku, że Bóg jest po jego stronie i roztoczył nad nim swoją opiekę, za co był mu bardzo wdzięczny.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie w pigułce
2  Problematyka „Przypadków Robinsona Crusoe”
3  Piętaszek - charakterystyka



Komentarze: Przypadki Robinsona Crusoe - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: